Historia Zimowych Zawodów sięga początku lat trzydziestych (XX wieku). Pierwsze odbyły się na przełomie stycznia i lutego 1931 roku, staraniem Lubelskiego Klubu Lotniczego i Klubu Lotniczego Podlaskiej Wytwórni Samolotów. Były to jeszcze pionierskie czasy lotnictwa sportowego. Nieliczne aerokluby działały zaledwie kilka lat, opierając się w znacznej mierze na samolotach z demobilu i konstrukcjach amatorskich. Latanie zimowe na samolotach z odkrytymi kabinami, wyposażonych jedynie w najprostsze przyrządy pokładowe, o kapryśnych i zawodnych silnikach, bez łączności radiowej i odpowiedniego zabezpieczenia meteorologicznego dzisiaj można byłoby zakwalifikować do sportów ekstremalnych. Potwierdzeniem tego jest przebieg pierwszych Lubelsko-Podlaskich Zimowych Zawodów Lotniczych, przedstawiony w relacjach ówczesnej prasy.

„30-go stycznia 1931 roku na lotnisku Zakładów Mechanicznych Plage-Laśkiewicz użytkowanym także przez Lubelski Klub Lotniczy stawiło się na nartach 9 maszyn z 11-stu zgłoszonych. Wojskowy Moth z Warszawy, pilotowany przez por. Hirszbandta lądował przymusowo już pod Wilanowem z powodu defektu silnika. Drugi samolot, JD-2, również z Warszawy, przyleciał do Lublina w drugim dniu zawodów i nie brał w nich udziału.

Tego samego dnia odbyła się kontrola maszyn. Nazajutrz wyznaczono rajd samolotowy na trasie Lublin – Zamość – Biała Podlaska – Brześć – Lublin, o długości 379 km, z międzylądowaniami na lotniskach stanowiących punkty zwrotne, na których gromadziły się rzesze sympatyków lotnictwa. Samoloty startowały w odstępach 5-cio minutowych według wylosowanej kolejności. Pierwszy inż. Puławski na PZL-5, po nim dwa Mothy, LKL-2, trzy RWD-4, S-l i jako ostatni Kazimierz Stefaniuk na PWS-50. Z rajdu odpadł Zbigniew Wysiekierski lecący na RWD-4. Lądując w okolicach Bełżca dla wznowienia orientacji, podłamał podłużnicę kadłuba. Po naprawie uszkodzenia we własnym zakresie, ku wielkiemu zdziwieniu i radości wszystkich przyleciał do Lublina następnego dnia. Nie ukończył też zawodów Stefaniuk, gdyż z braku benzyny lądował we wsi Polubiszcze, w odległości 40 km od Białej Podlaskiej. W tej konkurencji punktowano średnią prędkość przelotu – bez odliczania czasu na lotniskach pośrednich potrzebnego dla podstemplowania przez komisarzy kart kontrolnych. Najlepszy był Chorzewski – 157,96 km/h. Następny Pronaszko, który uzyskał wynik gorszy o niecałe 2 km/h. Bernard Skórzewski leciał na Mothu z prędkością około 150 km/h, lecz stracił 25 minut na poszukiwanie lotniska pod Zamościem. Załoga Lubelska: Jerzy Żuromski i Władysław Rosiak, lecąca na LKL-2, w tej konkurencji dwukrotnie lądowała przymusowo z powodu wadliwego smarowania silnika, co obniżyło średnią prędkość lotu do 81,5 km/h.

Następnego dnia pogorszyły się warunki atmosferyczne. Temperatura powietrza wynosiła -8° C, a podstawa chmur 300 m. W tej sytuacji kierownictwo zawodów, zgodnie z regulaminem, ogłosiło przewidzianą w programie „próbę wysokości” za nieobowiązującą. Wystartowało do niej 5 maszyn, oprócz PZL-5, w którym rozregulowało się magneto i Motha prof Pruszkowskiego, gdyż nie można było uruchomić silnika. Największą wysokość – 2100 m – osiągnął sierżant Żuromski z Lubelskiego Klubu Lotniczego.

Tak więc ze względu na pogodę o klasyfikacji końcowej zadecydowały wyniki rajdu. Regulamin faworyzował pilotów młodych przez zastosowanie dla nich dodatkowych współczynników, zależnie od stażu lotniczego starszego kwalifikacjami członka załogi (k=1÷H1.4). Oczekiwania organizatorów spełniły się. Większość pilotów, którzy stanęli do zawodów, miała niewielkie doświadczenie lotnicze, a piloci z większym stażem w awiacji i uczestniczyli raczej „dla podkreślenia braterstwa”.

W zawodach zwyciężyła załoga – Kazimierz Chorzewski i Kazimierz Twardowski – z Akademickiego Aeroklubu we Lwowie, startująca na samolocie RWD-4. Drugie miejsce zajął porucznik Mieczysław Pronaszko z nawigatorem Stanisławem Wigurą z Aeroklubu Warszawskiego, również na RWD-4. Trzecim był Tadeusz Pruszkowski – profesor Akademii Sztuk Pięknych Warszawie, startujący z Władysławem Korblem na własnej awionetce de Havilland Moth produkcji angielskiej.”

Z kroniki lubelskiej: Felieton uczestnika z I Lubelsko-Podlaskich Zimowych Zawodów Lotniczych w 1931 roku, który ukazał się w „Skrzydlatej Polsce” – PDF

Pierwsze Lubelsko-Podlaskie Zawody Lotnicze dowiodły, że w zimie też można latać pomimo licznych uciążliwości, takich jak mróz, śnieg, mgły i trudna orientacja w terenie. Współczynniki dla zawodników praktycznie nie wpłynęły na kolejność klasyfikacji, lecz przyczyniły się do zainteresowania tą imprezą pilotów młodych. W następnych latach ze współczynników zrezygnowano, starając się jednak o to, by zawody zimowe były głównie konkursem pilotów, a nie maszyn.

Kolejna impreza mająca się odbyć w Białej Podlaskiej nie doszła do skutku z braku funduszy, ale zachowując numerację 3. Lubelsko- Podlaskim Zawodom Lotniczym nadano znaczącą oprawę, a patronat nad nimi objął ówczesny minister komunikacji Michał Butrewicz. Zawody ponownie wygrał Kazimierz Chorzewski startując z nawigatorem Władysławem Mayem.

Kazimierz Chorzewski
Zwycięzca I Zimowych Lubelsko-Podlaskich Zawodów Lotniczych
na RWD-4 w 1931 r.

Od tych czasów zmieniło się bardzo wiele. Są inne samoloty, inne regulaminy, inne konkurencje. Lotnictwo nie wywołuje już takiego społecznego zainteresowania, nie budzi takich jak dawniej emocji, ale romantyzm tego sportu pozostał. Dzisiaj trud zimowych zmagań znany jest głównie załogom, komisarzom sportowym i mechanikom.

Zdecydowany postęp dotyczy niezawodności samolotów i bezpieczeństwa latania. Współczesne regulaminy preferują punktualność, precyzję i spostrzegawczość. Gdyby jednak punktowano maksymalną prędkość lotu, wynik Kazimierza Chorzewskiego z roku 1931 niewiele by odbiegał od możliwości sprzętu, na którym aktualnie startują nasi piloci.

Przed II wojną światową zawody odbyły się jeszcze w roku 1934 (zwycięzcy – Lech Karczewski i Eugeniusz Przysiecki z Warszawy), w 1938 (Wiktor Pełka i Wilhelm Weber ze Śląska) oraz w 1939 (Józef Rojek i Juliusz Klein z Krakowa).

Wznowienie tej popularnej imprezy nastąpiło po 24 latach. Pierwsze po wojnie, a siódme według numeracji – Lubelskie Zimowe Zawody Samolotowe – gdyż im wówczas zmieniono nazwę – rozegrano w Świdniku, staraniem świdnickiego Aeroklubu Robotniczego i Aeroklubu Lubelskiego. W tych pierwszych powojennych zawodach zwyciężyła załoga Jerzy Paszke i Zbigniew Rogowski z Aeroklubu Podkarpackiego z Krosna. Później, w miarę regularnie zawody zimowe odbywały się na przemian na lotniskach macierzystych tych aeroklubów, w Świdniku i w Radawcu. Biała Podlaska była kilkakrotnie gospodarzem etapów pośrednich. Nawet przejściowo, w latach 1983 – 1989, nawiązując do tradycji przedwojennych, zawodom nadano nazwę Lubelsko-Podlaskich Zimowych Zawodów Samolotowych.

Kolejna przerwa, wynikająca z trudnej sytuacji materialnej i organizacyjnej, w jakiej znalazły się aerokluby w okresie transformacji ustrojowej, trwała 6 lat. Zawody wznowiono w 1995 roku na lotnisku Radawiec. Są one organizowane na przemian z Aeroklubem w Świdniku. W roku 2000 gospodarzem zawodów był Aeroklub „Orląt” w Dęblinie, a dwa lata temu rozegrano je w ramach pierwszego etapu na lotnisku w Białej Podlaskiej, staraniem tamtejszego Portu Lotniczego.

Cieszymy się z niesłabnącej popularności tej imprezy – w której tak jak dawniej – z doświadczonymi pilotami ze ścisłej czołówki światowej rywalizuje młodzież lotnicza, często z nadspodziewanie dobrymi wynikami. W gronie polskich mistrzów świata i Europy dominujących od lat w lataniu precyzyjnym i rajdowym nie ma takiego, który nie zaliczyłby zimowego treningu na podlubelskich lotniskach. Tradycyjnie też Lubelskie Zimowe Zawody Samolotowe utrzymują wysoką rangę społeczną, znajdując życzliwe poparcie władz państwowych i samorządowych naszego regionu.

W 2008 roku po raz pierwszy wprowadzono klasyfikację w dwóch klasach, bo obok zawodników wyczynowych dopuszczeni zostali amatorzy-hobbyści.